Od lat używam antyradarów i właściwie już nie potrafię sobie wyobrazić podróży samochodem bez takiego urządzenia na pokładzie. I wcale nie jestem żadnym piratem drogowym. Jeżdżę jak tysiące innych na drodze, denerwując się od czasu do czasu a to na prawdziwych wariatów wykonujących niebezpieczne manewry, a to na korki, a to na lasy słupów na fotoradary.
Jeżdżąc z antyradarem czuję się trochę swobodniej, ale i bezpieczniej. Trochę jak używając GPS na znanej trasie. Niby znam każdy zakręt i wszystkie proste, na których łatwo wyprzedzić, ale nawigacja dba o to, żebym czegoś jednak nie przeoczył.
Podobnie z antyradarem – nawet bez niego nieczęsto znalazłbym się w sytuacji grożącej mandatem, ale strzeżonego…
A jak wybrać antyradar? Przede wszystkim trzeba podjąć decyzję: model jednoczęściowy, czy rozdzielny. Jednoczęściowe łatwo zabierać ze sobą i przenosić z auta do auta, ale z drugiej strony ich montaż wymaga jednak tego, żeby był widoczny z zewnątrz. Natomiast modele rozdzielne można całkowicie ukryć, ale i nie ma możliwości szybkiego ich przeniesienia do innego samochodu.
Po wyborze rodzaju antyradaru można się zastanawiać, jaki model, czy też jakiej firmy detektor jest w zasięgu naszego budżetu. Niestety nie ma “tanich i dobrych”. Jak ze wszystkim – jeśli coś jest tanie, to gdyby było dobre, byłoby drogie ;o)
Warto się zainteresować, czy interesujący nas model dobrze sprawuje się w Europie. Jest to o tyle istotne, że na naszym kontynencie używa się zupełnie innych radarów, fotoradarów i laserów, niż chociaż w Stanach Zjednoczonych, skąd pochodzi większość antyradarów. Modele nieprzygotowane na radary takie jak Iskra, czy fotoradary Multanova, Ramet AD9 mogę mieć duże problemy w ich wykrywaniu, a to może być bardzo kosztowne.
Do pewniaków należą antyradary Valentine One, Escort X50 EURO, czy doskonały model rozdzielny – antyradar Escort Qi45 EURO. Modeli godnych uwagi jest oczywiście więcej, ale powyższe są bezpiecznym i sprawdzonym wyborem, które każdemu mogę polecić z czystym sumieniem.