Jeszcze w pierwszej połowie ubiegłego wielu sposoby mocowań były diametralnie różne, od tych stosowanych przez dzisiejszych technologów. Wielkie konstrukcje stalowe, jak mosty, statki, wieże (m. innymi Eifla w Paryżu) łączone były na nity. Trudno nam to sobie wyobrazić. Wiercenie setek tysięcy otworów, podgrzewanie do czerwoności każdego nitu i samo nitowanie. Obecnie załatwia to spawanie – szybsze, dające większą moc łącza i dużo mniej skomplikowane technologicznie. Nitowanie nie zostało jednak zupełnie zaniechane. Są miejsca, gdzie bardzo przydaje się ta technika, np. mocowanie materiałów niejednorodnych albo bardzo cienkich, tam prym wiodą tak zwane nity zrywalne. Do ich używanie potrzebna jest bardzo prosta nitownica i trochę siły w rękach. Nie wspominam o wiertarce i wiertłach, bo to chyba oczywiste. Tą metodą zbudowałem pawilon handlowy oraz garaż. Obydwa mają estetyczny wygląd. Konstrukcja nośna jest jednak spawana. W tym przypadku nie ma miejsca na słabe połączenia. Może i dlatego, iż konstrukcje zbudowane są z takich elementów stalowych, których nie powstydziłby się niejeden wieżowiec. Takie bowiem miałem „na zbyciu” Zupełnie nie używałem za to ani jednej śruby lub  nakrętki. Nie zamierzałem rozbierać tych obiektów. Pawilon handlowy można ( i już to robiłem) z powodzeniem podnieść dźwigiem, postawić na tzw. niskopodwoziówkę i przetransportować w inne miejsce.