Od zarania istnienia ludzkości istniała potrzeba wykonywania połączeń. Człowiek pierwotny używał łyka do połączenia kamiennej siekierki z kijem, będącym rękojeścią, trzonkiem, jak byśmy w dzisiejszym języku to nazwali. Później nauczył się wykorzystywać skórę zwierząt, krojąc ją na wąskie paski otrzymywał rzemienie – do dzisiaj stosowane w pewnych rzeczach. Starożytnemu Archimedesowi przypisuje się wynalezienie śruby. Ale przez długi okres ten wynalazek wykorzystywany był do urządzeń nawadniających, nie miał nic wspólnego z dzisiejszymi elementami mocującymi, takimi jak śruby i wkręty. Ale elementy te karierę zrobiły dopiero w kilku ostatnich stuleciach, dzięki opracowaniu technologii masowej ich produkcji. Początkowo wykonywało się je na tokarkach (do dzisiejszego dnia jest stosowana ta technologia przy niewielkich ilościach), później na automatach tokarskich, skrawających kilka naraz śrub. Obecnie najpowszechniejszą metodą jest walcowania. Masowa produkcja przyczyniła się do spadku cen. By nie być gołosłownym, wczoraj kupiłem w sklepie metalowym 5 wkrętów fi 5, za które zapłaciłem 24 grosze. Aż mi się wstyd zrobiło, że sprzedawca „tańczył” przede mną za tak głupią sumę. Ale był to zakup „na wagę”. W hipermarkecie, gdzie niby ceny są najniższe, nie ma możliwości takich zakupów. Są tak tylko pewne rodzaje mocowań śrubowych zapakowanych w blistry. Wkręty kilkukrotnie droższe, niż w tradycyjnym sklepie. Ale za to mamy napisane – Made in Germany. Zazwyczaj jest to produkt chiński, przepakowany w Niemczech. Ale głupota ludzka nie ma granic, więc ludzie nabierają się na takie chwyty marketingowe.